O Włodku w kocu i nie tylko...

13 czerwca 2018 07:43:46

 W sobotę (9 czerwca) delegacja z Wadowic odwiedziła Eugeniusza Mroza, jedynego żyjącego kolegę ze szkolnej ławy Karola Wojtyły

 

O Włodku w kocu i nie tylko...

 Pan Eugeniusz od roku mieszka w Domu Pomocy Społecznej "Anna" w Krapkowicach. Jednak jak mówi, Wadowice na zawsze pozostaną w jego sercu, głównie przez osobę św. Jana Pawła II. Pan Eugeniusz pomimo swojego wieku bardzo chętnie opowiadał o znajomości z papieżem. Jego pamięć jest niezawodna, pamięta nawet, w które ławce siedział Lolek:

"Bardzo dobrze pamiętam naszą klasę. Były trzy rzędy, Karol siedział w czwartej ławce, razem z Bohdanowiczem (późniejszym inżynierem). Ja siedziałem w szóstej, za mną siedział Zbyszek Siłkowski, który miał tak długie nogi, że jak je wyciągnął to sięgały do katedry (śmiech)."

 Pan Eugeniusz opowiedział nam wiele bardzo ciekawych historii związanych z młodością Lolka.

" Opowiem wam o pewnym zdarzeniu, w którym wszyscy braliśmy udział. Jak już mówiłem, dawniej w szkołach nie było sali gimnastycznych, na lekcję w-fu chodziliśmy do Sokoła. Pewnego dnia po tych ćwiczeniach mieliśmy mieć klasówkę z greki, a nie mieliśmy ochoty po zajęciach gimnastycznych jej pisać i wpadliśmy na pewien pomysł. Jeden z kolegów pobiegł po koc, do którego wpakowaliśmy Włodka - naszego kolegę i powiedzieliśmy mu tak: "Włodek ty masz cały czas jęczeć! Tak mocno jak potrafisz, przez całą drogę" Włodek jęczał całą drogę, jak doszliśmy go gimnazjum, pan profesor nas zapytał: "Chłopcy co się stało?" a my bez mrugnięcia okiem odpowiedzieliśmy: "Panie Profesorze, Włodek spadł z drabinki, doznał bardzo ciężkiej kontuzji, nie był w stanie wrócić o własnych siłach, musieliśmy go nieść całą drogę w kocu. Teraz trzeba zanieść go do szpitala" Profesor zapytał: "A musicie iść wszyscy z nim do szpitala" a my natychmiast odpowiedzieliśmy: "Tak, Włodek jest bardzo ciężki, a szpital jest daleko, jeszcze na pagórku, będziemy się musieli zmieniać". Profesor nam uwierzył i powiedział: "Dobrze chłopcy, to idźcie". Szybko ruszyliśmy w stronę szpitala, jak tylko profesor zniknął z horyzontu, to wypuściliśmy Włodka z koca i wiecie co się stało? Nagle ozdrowiał!"

 Jak wspomniał Pan Eugeniusz, Karol, jako mały chłopiec na boisku nie miał lekko, był "żywym słupkiem" (tą historię znam tylko z jego wspomnień, ponieważ wtedy jeszcze się nie znaliśmy)

"Edmund bardzo często zabierał go na mecze piłkarskie, nawet już jako 8-9 letniego chłopca. Wtedy nie było sal gimnastycznych w szkołach, czy tym bardziej Orlików! Grało się tam, gdzie było miejsce, największym szczęściem dla nas było znaleźć takie miejsce i nie zostać przepędzonym z stamtąd. Ze wspólnymi meczami Lolka i Mundka wiąże się pewna bardzo zabawna historia. Jak wspomniałem, nie było boisk, a tym bardziej bramek. Dlatego Loluś, jako najmłodszych uczestnik piłkarskich rozgrywek najczęściej był "żywym słupkiem". Niestety jako żywy słupek, Loluś często się przewracał, ale zawsze szybko się podnosił, otrzepywał i dalej godnie pełnił swoją misję. "

 Nie mogliśmy się powstrzymać od zadania Panu Eugeniuszowi pytania dotyczącego wadowickich kremówek. Ale jak się okazało pytanie okazało się strzałem w dziesiątkę, Pan Eugeniusz wykazał się ogromnym poczuciem humoru.

"Wiecie co? Jak dziennikarze przychodzą do mnie i pytają o kremówki to od razu ich przepędzam, jakby nie było ciekawszych tematów! (śmiech), ale wy jesteście z Wadowic, a to zupełnie co innego. Z kremówkami wiąże się wiele zabawnych historii, to były niezapomniane chwile, a przede wszystkim niezapomniany smak, który dziś nie jest już taki sam.  Hagenhuber, właściciel cukierni, do której chodziliśmy, praktykował u słynnego wiedeńskiego cukiernika Sachera. Pamiętacie słynne słowa papieża: "A po maturze chodziliśmy na kremówki" i jego słynny gest zakrywania twarzy. To nie do końca była prawda, bo my nie tylko po maturze chodziliśmy na te kremówki, ale również w czasie roku szkolnego. Urządzaliśmy wtedy konkursy, kto zje najwięcej bez popijania. Rekordzistą był Lundek, z Kalwarii Zebrzydowskiej, który zjadał 14. Niestety kto przegrał, ten płacił - takie były zasady. Ale wtedy kremówki były w innej cenie - kosztowały 10 groszy. Lolek kilka razy przegrał, ja z resztą też (śmiech) 

A wy ile byście zjedli, bez popijania? Enia? Ania? Marek? 

Enia: 5 ? 

Ania: 4? 

Marek: Ja bym się poświęcił w imię konkursu i zjadłbym 10! 

Tak mówisz? dobrze, zaraz kogoś poślę i zobaczymy, trudno słowo się rzekło! 10 to 10 i ani jednej mniej (śmiech) "

 Wizyta była bardzo udana, szczególne podziękowania należą się Panu Eugeniuszowi, który opowiedział nam tak wiele zabawnych historii o młodym Lolku. Bardzo dziękujemy także paniom z DPS-u "Anna" za tak ciepłe przyjęcie, pyszną kawę i regionalny śląski kołacz. Na koniec Pan Eugeniusz napisał kilka zdań do dzieci i młodzieży z powiatu wadowickiego, które są bardzo głębokim przesłaniem nawiązującym do tego, czego zawsze uczył nas Jan Paweł II.

"Pamiętamy jego słowa, które wypowiadał podczas wielu, różnych spotkań: "Nie lękajcie, Ducha nie gaście". W tych słowach było wszystko zawarte. Wskazywał, jak przechodzić godnie przez życie, bez specjalnych wyrzeczeń. Chciałbym też skierować kilka słów do młodzieży, żeby nie traciła najpiękniejszych lat swojej młodości, nie ulegała wpływom telewizji. Jan Paweł II uczył, jak realizować w codziennym życiu nieprzemijające wartości dobra, piękna, prawdy i sprawiedliwości.

Udostępnij na FacebookUdostępnij na Google+Udostępnij na Twitter

Dodaj komentarz

Pamiętaj! W internecie nie jesteś anonimowy.


Odśwież obrazek.

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

Redakcja serwisu Powiatlive.pl nie odpowiada za komentarze zamieszczone pod artykułami i nie utożsamia się z ich treścią. 

    Ostanio dodane